Złota klatka traci swój blask: osobista refleksja na temat El Norte . Gregory'ego Navy

Cechy

Przez cały tydzień wyróżniamy treści dotyczące Miesiąca Narodowego Dziedzictwa Latynoskiego, w tym ten wywiad z ' Północ reżyser Gregory Nava i nadchodzące wywiady z Pablo Larrainem oraz Edwarda Jamesa Olmosa , a także kawałek dalej Roger Ebert pisze o kulturze latynoskiej w filmie i osobistym eseju poniżej autorstwa Carlosa Aguilara.


Kilka tysięcy mil na północ od miejsca, w którym się urodziłem, istnieje obce terytorium, w którym panuje kuszący mistycyzm – przynajmniej gdy ocenia się go z daleka. To miejsce, w którym ludzie zdają się żyć bez niedostatku, a triumf wydaje się dostępny każdemu, kto chce go ścigać, swego rodzaju ziemia obiecana, tak bogata, jak nieosiągalna dla osób urodzonych poza jej granicami.

Jako chłopiec w Mexico City, którego rodzice starali się przetrwać, Stany Zjednoczone miały w mojej wyobraźni takie magiczne skojarzenie. Miejsce, w którym było po prostu lepiej. Ale teraz, gdy spędziłem tu ponad połowę mojego życia, ten zamek na niebie, trudny do zdobycia, ale godny wędrówki, okazał się dobrotliwym jarzmem.

Rodzeństwo Rosa (Zaide Silvia Gutiérrez) i Enrique ( David Villalpando ) udział w tej realizacji na koniec Grzegorz Nava pionierski film „El Norte” z 1983 roku, w którym uciekają przed wojną w rodzinnej Gwatemali, mając nadzieję na zapewnienie stabilności na amerykańskiej ziemi. Oni także widzieli z daleka Stany Zjednoczone przez różowe soczewki, społeczeństwo, w którym „wszyscy ludzie, nawet biedni, mają własne samochody”, jak powiedział im ich ojciec.

W skromnym stylu życia ich rodzin nie ma luksusu, znanego w kapitalistycznym królestwie, ale ich radosna wspólnota ma niezmierzoną wartość. Ale niepokoje w ich ojczyźnie odebrałyby im te bezcenne przyjemności, których nie można kupić nawet za dolary.

Nominowany do Oscara scenariusz Navy, napisany wspólnie z Anna Thomas , znakomicie śledzi podróż Enrique i Rosy z ich duchowo naładowanej wioski, przez zdradziecki odcinek podróży przez Meksyk, aż w końcu osiedlają się w Los Angeles.

Rozczarowanie przychodzi stopniowo, a „El Norte” zręcznie podąża za żmudnym przejściem od wyobrażenia sobie nowego domu jako całkowicie bezpiecznej przystani, do uznania, że ​​sen, który ścigali przez niewypowiedziane horrory, może ostatecznie ich nie dotyczyć.

Mimo wszystko, co dało mi dostęp do ścieżek uważanych za nieprawdopodobne dla dzieciaka z niższej klasy, „el norte” („północ”, jak potocznie określa się supermocarstwo wśród Latynosów), odebrało mi wiele, tak jak czyni to od wszyscy nieudokumentowani imigranci – Enrique i Rosa nie są wyjątkiem – w formie poczucia własnej wartości, tożsamości kulturowej i wolności.

W pewnym momencie podróży, którą wiąże się życie „bez papieru” po tej stronie rzeki, trzeba zaangażować się w zmieniającą życie introspekcję. punkt, ale najbiedniejsi obciążają najbiedniejszymi najwyższymi kosztami.

Nasza gotowość do poświęcenia tego wszystkiego wykracza poza zwykłą sytuację, w której „trawa jest zawsze bardziej zielona”, ponieważ nikt nie chce wyrywać wspomnień i rezygnować z widzenia bliskich — czasami na zawsze — na rzecz nieco korzystniejszej przyszłości. To straszne przedsięwzięcie różni się od przeprowadzki miast w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy lub spędzenia roku na studiach. Stawką dla imigrantów ze środowisk defaworyzowanych, bez korzyści płynących z legalnego wjazdu, jest odległa możliwość zabezpieczenia podstawowych potrzeb poprzez ciężką pracę; w istocie nasze prawo do przetrwania.

Oczywiście nie chodzi też o szczęście, ponieważ schronienie i utrzymanie ciała fizycznego nie przekłada się na satysfakcję emocjonalną. Często to, co się dzieje, przypomina bardziej kompromis niż poprawę jakości życia. W USA udaje nam się zarabiać na życie, w cieniu iw nieustannym strachu. Ale ta niepewna poprawa finansowa przekłada się na porzucenie ludzi i miejsc, które dały nam sens – a to tylko opłata za wstęp.

Jakby chodzenie przez pełen szczurów tunel, aby przekroczyć granicę między nadzieją a rozpaczą, nie było wystarczającą agonią, Rosa wkrótce doświadcza złowrogiego gniewu ICE, lub „la migra”, tylko po to, by uciec z pomocą współpracownika Nacha ( Lupe Ontiveros ). To samo dotyczy Enrique, którego starania o doskonalenie się w pracy kelnera zostają udaremnione przez telefon niezadowolonego pracownika do władz, który zmusza go do rezygnacji ze stanowiska. Znowu rodzeństwo musi uciekać. Tym razem z jednego koncertu na drugi, cały czas przekonując się nawzajem, że decyzja o migracji na północ była najmądrzejsza.

W obliczu złego traktowania i prześladowań pojawia się pytanie, czy pobyt byłby łatwiejszy. To nie jest uczciwe pytanie, ponieważ dla Enrique i Rosy pozostawanie w bezruchu oznaczało śmierć, a dla innych desperację wynikającą z braku środków na utrzymanie nawet surowej egzystencji. Żaden wybór nie obejdzie się bez konsekwencji najsurowszego typu, ponieważ zawsze dzieje się tak w przypadku tych, którzy mają najmniej do stracenia, ale kiedy zabiera się tego, który odchodzi, jest to rzucanie bez gwarancji.

¡Querías norte! (Chciałeś północy!), mówimy sobie bezczelnie w odpowiedzi na wszelkie narzekania na kłopoty z amerykańskim snem. Udajemy, że istnieje jakaś realna alternatywa. Dla tych, którzy przychodzą w ostateczności, czy nie powinni zapuszczać się w nieznane, aby zarobić wystarczającą ilość gotówki, aby to nie przeszkadzało? A ci, których życie było tam zdatne do życia, ale pozbawione możliwości poruszania się w górę, czy nie wolno im dążyć do więcej? Jeśli odpowiedź brzmi nie, to miliony, w tym ja, są skazane na naszą sytuację przez urodzenie.

Tak się złożyło, że „El Norte” trafił do kin w tym samym roku słynny meksykański zespół Los Tigres del Norte z siedzibą w Stanach Zjednoczonych wydał swoją wstrząsającą piosenkę „La Jaura de Oro”, która opowiada o sprzecznych uczuciach nieudokumentowanego Meksykanina, dla którego Stany Zjednoczone stały się złota klatka. Jego teksty szczegółowo opisują zagadkę, jaką jest możliwość utrzymania domu, ale jednocześnie czuje się uwięziony, nie mogąc wrócić do domu, nawet jeśli tylko na wizytę, i widząc, jak jego zamerykanizowane dzieci tracą z oczu swoje pochodzenie.

Utwór pyta: „Na co przydają się pieniądze, jeśli jestem jak więzień w tym wielkim kraju, kiedy pamiętam, że płaczę, nawet jeśli klatka jest złota, nie przestaje być więzieniem”. Dalej wyjaśnia, że ​​świat tego człowieka jest zawarty między jego pracą a domem. Nieczęsto wychodzi, bo boi się, że zostanie przypadkowo zatrzymany i deportowany. Teraz, chociaż udało mu się osiągnąć pewne cele materialne, jego człowieczeństwo pozostaje zagrożone.

Najpierw postrzegana jest jako raj, potem złota klatka traci swój blask. Stoły się odwracają i w chmurze nostalgii ziemia obiecana staje się tą, którą opuściłeś, tą, za którą tęskniłeś przez te wszystkie lata. Trudno to wytłumaczyć, chcieć pozostać w zamknięciu, ponieważ bezpieczeństwo, często zarówno ekonomiczne, jak i fizyczne, jest w jej granicach, a rozwija się tęsknota za „el sur” (południe), gdzie było poczucie przynależności .

W niektóre dni, kiedy tęsknota za Meksykiem okazuje się przytłaczająca, ogarnia mnie przerażająca kontemplacja i wymaga, abym zastanowiła się, gdzie jest mój dom. Czy to łono geograficzne czy państwo niechętnie wyposażyło mnie w praktykę mojej pasji? Czy dom może być zarówno częściowo, jak i we współpracy? Ale pamiętam, że zostaliśmy zmuszeni do wyboru, albo przez biedę, niestabilność polityczną poza naszą kontrolą, albo przez niefortunną rzeczywistość narodzin po złej stronie przywilejów.

Nie wolno nam mieć jednocześnie ojczyzny i krainy snów, a więc jesteśmy nieudokumentowani, bez stałego domu.

Na swoim umierającym łóżku Rosa podsumowuje nasz nierozwiązywalny dylemat. „W naszej własnej ziemi nie mamy domu. Chcą nas zabić… W Meksyku jest tylko bieda. Tam też nie możemy stworzyć domu. A tu na północy nie jesteśmy akceptowani. Kiedy znajdziemy dom, Enrique? Może kiedy umrzemy, znajdziemy dom – recytuje z przygnębieniem.

Ale pomimo fatalności jej słów zawsze przypomina mi się, że sama nasza podróż jest świadectwem chęci kontynuowania. Nie poddawaliśmy się, gdy wszystko wydawało się stracone, ani nie ulegaliśmy rozpaczy, gdy przemierzaliśmy całe kraje – nawet kontynenty – aby dalej walczyć w świecie, który wolałby się poddać. W rzeczywistości może być tak, że jedynym prawdziwym domem imigranta jest nadzieja.

Zalecane

TIFF 2021: Elektryczne życie Louisa Waina, Belfast, Colin w czerni i bieli
TIFF 2021: Elektryczne życie Louisa Waina, Belfast, Colin w czerni i bieli

O trzech bardzo różnych projektach biograficznych z TIFF.

Humor to najważniejsza rzecz w życiu: Paul Rudd i Rob Burnett o „Podstawach opieki”
Humor to najważniejsza rzecz w życiu: Paul Rudd i Rob Burnett o „Podstawach opieki”

Paul Rudd i scenarzysta/reżyser Rob Burnett opowiadają o swoim nowym filmie „The Fundamentals of Caring”.

W obecności rodziny królewskiej: John Travolta o Gotti, Grease, Robercie Shapiro i nie tylko
W obecności rodziny królewskiej: John Travolta o Gotti, Grease, Robercie Shapiro i nie tylko

Wywiad z Johnem Travoltą, gwiazdą i producentem wykonawczym „Gotti”.

Prawda/Fałsz 2020 Przesłanie 1: Kabina widokowa, tak późno, tak szybko, że chmura nigdy nie odeszła
Prawda/Fałsz 2020 Przesłanie 1: Kabina widokowa, tak późno, tak szybko, że chmura nigdy nie odeszła

Relacja z trzech filmów z festiwalu filmów dokumentalnych Prawda/Fałsz 2020.

Każdy jest kosmitą, gdy się zakochasz: John Cameron Mitchell o tym, jak rozmawiać z dziewczynami na imprezach
Każdy jest kosmitą, gdy się zakochasz: John Cameron Mitchell o tym, jak rozmawiać z dziewczynami na imprezach

Wywiad z reżyserem Johnem Cameronem Mitchellem na temat jego nowego filmu „Jak rozmawiać z dziewczynami na imprezach”.